Dawno komuś nie dopierdoliłem. Pewnie dlatego, że nigdy nie chciałem być specem w adresowaniu krzywdzących słów do innych współrodaków. My, Polska, Naród. To brzmi dumnie prawie jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Szkoda tylko, że boski plan honorowego rozprawienia się z pandemią na naszym ojczystym podwórku obnaża prawdziwy poziom zidiocenia rządzących. Dziś będę posłańcem słów, które krzywdzą, ponieważ także moja wolność doznaje ogromnej krzywdy. Jest to więc atak w obronie własnej.

Gdy na początku 2020 roku światowe media zaczęły przebąkiwać, że oto nietoperz-skurwysyn chińskiego pochodzenia zrobił nam dowcip, który będzie nas kosztował globalną wywrotkę zdrowotno-polityczną, nie do końca chciałem w to wierzyć. Ja w ogóle gatunkowo pozycjonuję sam siebie w tej rodzinie homo sapiens, która wszystko poddaje w wątpliwość. Nie łykam newsów naiwnie jak pelikan. Moja dziennikarska przeszłość do dziś oddziałuje na moją nie-dziennikarską teraźniejszość, co sprawia, że sprawdzam wiarygodność niemal każdej informacji jaką otrzymuję. I choć wymóg noszenia maseczek może wydawać się niewiarygodny – wierzę w jego skuteczność. I choć zamrażanie imprez weselnych także brzmi niewiarygodnie – wierzę w jego skuteczność. Ale, niezależnie od mojego stopnia wiary i postawy pro- lub -antypaństwowej, moją największą ufność już dawno zagarnął ludzki, zdrowy rozsądek. Ten sam zdrowy rozsądek, którego brakuje rządzącym, gdy po raz drugi w czasie pandemii postanawiają zamknąć siłownie i kluby fitness. I tu zaczynamy dotykać materii delikatnej. Odzywa się bowiem moje wkurwienie w roli wsparcia (nie zaparcia!) dla myśli zdroworozsądkowej.

Pandemia vs zdrowy rozsądek

Mam z tyłu głowy, że w chwili, gdy piszę ten tekst, wielu rodaków walczy o życie w polskich szpitalach po zarażeniu tym „a la grypo-pododbnym-gównem”. Bez szycia metafor i sztucznego nadymania zaznaczę, że naprawdę cholernie mocno ściskam kciuki, aby każdy z zarażonych wyszedł z tego bagna bez szwanku (Zdrówka!). Wyjdźmy jednak ze szpitalnej izby przyjęć i spójrzmy na tych, którym kilka lat temu w zaufaniu i godności powierzyliśmy misję prowadzenia naszego kraju w stronę lepszej, zdrowszej oraz bogatszej przyszłości.

Nie wymienię nazwy partii, o której myślę, ponieważ szanuję każdy pixel swojej strony internetowej i nie chcę szkalować własnej przestrzeni w sieci szarlatańskimi sloganami. Od miesięcy przyglądam się tej całej sytuacji raczej z boku. Oczywiście, stosuję się do zaleceń kiedy tylko mogę oraz co ważne!) kiedy sam uznaję je za rozsądne. Nie zrozumcie mnie źle, ale nie mogę polegać na rozsądku innych. Wyjątek stanowią sytuację, gdy doradza mi osoba bardziej rozsądna ode mnie. Tak, wtedy rozsądnie jest zamknąć mordę i polegać na radach bardziej rozsądnego indywiduum. Jednakże przejawem głupoty byłoby pobierać lekcje u właścicieli mniej tęgich umysłów niż mój własny. A jeśli o sytuację z pandemią chodzi, to linię zdrowego rozsądku próbują tu wyznaczać takie polityczne jednostki, jak np:

  • mało przystojny pan, który wywalił ponad 70 milionów naszych polskich złotych na karty do głosowania, które się nie odbyło
  • starszy i samotny pan, który od lat mieszka z kotem, nie posiada prawa jazdy i nigdy nie założył rodziny, ale dumnie czuje się ojcem narodu
  • inny pan w garniturze – beneficjent dwóch miliardów złotych z naszych podatków dla największej telewizyjnej stacji propagandowej w tej części Europy
  • pan premier, któremu dobrze z oczu patrzy, ale który najwyraźniej minął się z powołaniem, bo ileż pokerowych kłamstw trzeba wypowiedzieć, aby znienawidziła cię połowa 36-milionowego kraju

Mądrość tłumu… i lekarzy

Zatem, wiedząc kto kształtuje medianę zdrowego rozsądku, wolę trzymać się nie tyle swojej intuicji, co logiki. Słyszałem że w logicznym myśleniu dobry był swego czasu Janusz Korwin Mikke. Podobno zwykł grywać w brydża sportowego dość regularne i z pasją. A ta gra, kto skubnął jej choć raz, testuje logiczne myślenie na wymagającym poziomie. Ale to chyba opinia o panie Januszu jeszcze sprzed czasów jego nawiedzenia, zanim w czasie wywiadów telewizyjnych zaczął odlatywać światopoglądowo wyżej od czarownicy na miotle. Wracając już z księżycowego spaceru, pozwólcie że zadam mało wyszukane pytanie:

Czy wysoka odporność organizmu może nas uchronić przed wirusem?

Nie szukajcie tu haczyka. To pytanie naprawdę brzmi banalnie, co rodzi równie banalną, acz logiczną odpowiedź: tak! Czułbym się jak chodzący przerost formy nad treścią, gdybym zaczął forsować tezę, że na takie pytanie może odpowiedzieć tylko lekarz. Nie, nie musisz być lekarzem, żeby myśleć logicznie i wykrztusić z siebie to, co sami lekarze tłuką nam do głowy od czasów, gdy medycyna wyparła szarlatanów i czarnoksiężników. Im bardziej dbasz o swoje zdrowie fizyczne, tym mniejsze szanse ma nietoperz-skurwysyn, żeby cię czymkolwiek zarazić. A nawet jeśli to zrobi, twój system odpornościowy poradzi sobie z wirusem lepiej niż Filip Hajzer z konstruktywną krytyką na swój temat.

Profilaktyka, głupcy!

Chodzę na siłownię często, tj. 3-4 razy w tygodniu. Nie będę oceniał całej branży fitness przez pryzmat jednej siłowni, ale – przy całej uczciwości edytorskiej – chcę zaznaczyć, że na siłowni, do której uczęszczam, większość osób stosuje się do zaleceń. Klubowicze na ogół trzymają dystans i dezynfekują sprzęt, z którego korzystają. Patrzę także po swoich przyjaciołach i znajomych, którzy lubią sport mniej lub bardziej ode mnie. Większość z nich, nawet jeśli złapie jakiegoś wirusowego zwyrodnialca, to nie ma takiego gada w powietrzu, który złamie ich duchowo lub zdrowotnie. Siłownia, jak też sport w ogóle, kształtuje charakter, uskrzydla ducha i – co najważniejsze! – zajebiście wzmacnia organizm. To także powiedzą nam lekarze.

Intencje stojące za moimi słowami podyktowane są nie tyle troską o swoje otoczenie oraz komfort chodzenia na siłownię, ile brakiem zrozumienia. Nie rozumiem bowiem pewnego krajowego zaniechania. Jak to możliwe, że w oczekiwaniu na szczepionkę przeciw COVID-19 nie szukamy szczepionki na głupotę? Nie musielibyśmy wtedy tłumaczyć idiotom, że sport to zdrowie. Aczkolwiek ludzie małej wiary nie słuchają nawet lekarzy, więc i nas mieliby w dupie. Pozostaje tylko liczyć, że przemówi do nich zdrowy, przepraszam, zdrowszy rozsądek.

3 Comments

  1. Johny WSH 16 października, 2020 at 4:39 pm

    Niestety na pewne rzeczy nigdy nie będzie szczepionki a szkoda…. Gdyby ktoś jednak wymyśli szczepionkę na głupotę to musiałby jeszcze wymyślić, gdzie ulokować tak duży kapitał 😁

    Reply
    1. Mariusz Najwer 16 października, 2020 at 5:03 pm

      Panie, chyba wezmę się za prowadzenie badań nad szczepionką 😉

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *