Czerwiec 17, 2016

Nie wiesz jakie studia wybrać? To i tak bez znaczenia

Przyznaj się – rodzice wmówili Ci, że musisz wybrać najlepsze studia, tak? Takie najbardziej przyszłościowe, po których na pewno dostaniesz pracę. Takie super ekstra, żeby sąsiedzi Twoich staruszków podusili się z zazdrości, że nie mają tak zdolnych dzieci. Najlepiej medycyna albo prawo. A w ogóle to wybierz kosmonautykę, bo loty w kosmos już zawsze będą modne. Szkoda że większość tych oczekiwań rozbryźnie się jak soki wyciśniętej cytrynki zaraz po tym, kiedy zaczniesz studiować.

Podnieta jak z PornHub

Ktoś kiedyś powiedział, że nasz proces życiowy od narodzin do śmierci poskładany jest tak, aby ślepy los dopieprzał nam w każdym możliwym momencie. Spójrzmy prawdzie w odbyt. Gdy jesteśmy młodzi i nie mamy doświadczenia, zmuszeni jesteśmy do podejmowania najtrudniejszych decyzji w życiu. Wybór zawodu. Wybór miejsca, gdzie chcemy studiować. Wybór z kim chcemy mieszkać na studiach. Wybór z czego powinniśmy zrezygnować, kiedy będziemy mieli coraz mniej czasu dla siebie. Wybór pierwszej pracy. Wybór pierwszego samochodu. Wybór pasji, którą chcemy rozwijać. Wybór czy chcemy wziąć ślub z pierwszy poważnym partnerem/partnerką. Wszystkie takie sprawy definiują naszą tożsamość na lata w przód. Z kolei, gdy jesteśmy już starzy i posiadamy te bezcenne, życiowe doświadczenie, nie musimy podejmować żadnych zobowiązujących decyzji na lata. Możemy mieć to w dupie, bo większość turbo istotnych rozkmin jest za nami.

Pamiętam, że gdy rozpoczynałem studia, byłem tym wszystkim tak podniecony, jakbym przesadził z PornHub. Euforia większa od wygranej w Lotto. Akurat w moim przypadku, specjalność na studiach (tj. dziennikarstwo muzyczne) zbiegła się z moimi ambicjami. Jarałem się wtedy Kubą Wojewódzkim. Chciałem być redaktorem muzycznym. Gościem, który wchodzi za darmo na wszystkie imprezy tylko po to, żeby o nich napisać, a na backstage’u wita się z popularnymi artystami. Swego dopiąłem. Od pierwszego roku studiów moje nazwisko pojawiało się w gazetach przy relacjach z koncertów. Przez pierwsze 24 miesiące, od dnia gdy w czapeczce z daszkiem zjawiłem się w jednej z wrocławskich redakcji, spędziłem więcej wieczorów na mieście niż w domu. Szybowałem w chmurach. Byłem wszędzie i wszędzie było mnie pełno. Najwer tu, Najwer tam. Doszło do tego, że najczęstszym tekstem, jaki słyszałem od bramkarzy tutejszych klubów było: “Ten gość wchodzi za darmo”. Głównie dlatego, że ze znajomymi tworzyliśmy wtedy darmowy miesięcznik kulturalny dla studentów i roznosiliśmy go po różnych miejscach we Wrocławiu. Stąd obsługa wielu lokali dobrze nas kojarzyła. Zanim skończyłem 22 lata, spełniłem swoje pierwsze wielkie marzenie zostania pełnoprawnych redaktorem muzycznym. Czyli ja pisałem o imprezach i robiłem wywiady z muzykami, a redakcja płaciła mi hajs. Ale jeśli myślisz, że dały mi to studia, to puknij się w czoło, przejdź boso po gwoździach, wypij herbatę z solą morską, a następnie wróć tu, przeproś i czytaj dalej.

 

student life


Syn króla sedesów

Umówmy się – studia kojarzone są głównie z papierkiem. Dorośli wmawiają nastolatkom, że papierek przydaje się w życiu. Pomaga znaleźć dobrą pracę i dobrze wygląda w CV. Yhym.. Chciałbym to zobaczyć. Jakoś nigdy nie słyszałem, żeby ktoś z moich znajomych użył tytułu ukończenia uczelni wyższej jako karty przetargowej w rozmowie o pracę. Znam jedynie kilka takich przypadków. Dotyczą głównie specyficznych zawodów, jak prawnik czy lekarz, bo wymagają od kandydata na dane stanowisko mocno specjalistycznej, podręcznikowej wiedzy. Czasem trzeba też przejść przez długą i żmudną drogę uczelnianą do uzyskania np. aplikacji sędziowskiej. Jednak większość profesji (uwierz mi – większość!) możesz wykonywać nie mając żadnych pierdołowatych papierków, do zdobycia których zarywasz nocki zamiast bawić się na mieście. Absolutnie wszyscy pracodawcy, dla których miałem przyjemność pracować w ciągu ostatnich 10 lat, mają sportowe podejście do biznesu. Bo w pracy jak w sporcie – nie ma szczęścia, są umiejętności. A umiejętności nie nabędziesz zakuwając do egzaminu. Twoje skille da Ci tylko i wyłącznie praktyka! Być może dlatego nigdy w życiu, w czasie rozmów kwalifikacyjnych, nie usłyszałem pytania o to, jaką szkołę skończyłem. I zamiast ślęczeć na wykładach, spędzałem czas w redakcji z prawdziwymi dziennikarzami.

Lata temu pojawiła się słynna polska komedia “Chłopaki nie płaczą”. W filmie poznajemy postać Laski. To nonstop wyluzowany koleś jarający blanty, którego ojciec dorobił się na sprzedaży sedesów. W jednej ze scen Laska wypowiada znamienne słowa, do dziś cytowane przez wiele osób jako idealna dewiza samorealizacji:

W ogóle, bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście, ważne pytanie: co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić. (“Chłopaki nie płaczą”, 2000 r., reż. Olaf Lubaszenko)

c6d6e608021aa4fd17034c60cd555597


Połowa wykładów jest z dupy

Tutaj mógłbym w sumie postawić kropkę, ponieważ słowa Laski wyczerpują temat w stu procentach. Boję się jednak, że zostanę źle odebrany. Otóż, nie zrozum mnie źle, nie namawiam do olania studiów. Nigdy w życiu! Studia to wręcz obowiązek na mapie doświadczeń życiowych każdego młodego człowieka. Jest bowiem jeden ważny, ale to bardzo ważny powód, dla którego musisz iść na studia. Tym powodem są ludzie! Osoby, jakie poznasz na uczelni. Uwierz mi, że nie ma nikogo bardziej inspirującego od Twoich rówieśników, tj. studentów. Liczba przygód i wspomnień wyniesionych ze studiów to wartość bezwględna. Nie możesz tego podważyć i temu zaprzeczyć. W czasie studiowania nawiążesz prawdopodobnie jedne z najcenniejszych relacji w życiu.

Ten rozdział dotyczy jednak zupełnie innej kwestii. Zaznaczyłem to w tytule. Ogromnie ważne jest, żeby pójść na studia. Nie spinaj się jednak o to, jakie mają to być studia, specjalizacja, miasto, uczelnia itd. To przestanie mieć znaczenie, kiedy zaczniesz studiować. Szybko zauważysz, że połowa wykładów i tak jest z dupy, a spora dawka nabytej tam wiedzy nie będzie Cię interesować. W podobnym tempie złapiesz też inne, wspaniałe zajawki, którym zechcesz się poświęcać. Odnajdziesz przy tym swój prawdziwy cel w życiu (oby!), który zapewne będzie inny od celu, jaki teraz sobie stawiasz. Jeśli nie dostaniesz się na wymarzoną uczelnię, za 5 lat nie będziesz tego nawet pamiętać. Do tego czasu zaczniesz realizować swoje pasje i umiejętności zawodowe poza uczelnią. Studenckość to imprezy i szukanie własnej tożsamości w dorosłym życiu. Ale zanim odbierzesz dyplom, wiele się jeszcze pozmienia. Przede wszystkim, zechcesz być kimś innym niż planujesz to teraz. Tak przynajmniej wglądało to u mnie i wielu moich znajomych. Aczkolwiek, nawet gdy nie zgadzasz się ze mną, uznaj te słowa za dobrą monetę i przynajmniej pomyśl nad tym przez chwilę.

#najwer