Marzec 17, 2016

Miałem sen o miejscu, w którym spędzam wieczór życia

Z tego wpisu dowiesz się:
- Po co Mick Jagger zabrał mnie do dark roomu
- Kto pił wódkę z Elthonem Johnem
- Z kim Schwarzenegger siłował się na rękę
- Jak obściskałem Sophię Loren

Siadaj, pan

Wiesz że bycie biseksualistą podwaja twoje szanse na randkę? – żartuje do mnie Woody Allen zaraz po tym, gdy wygodnie siadamy na miękkiej, skórzanej kanapie włoskiej produkcji. Obaj mamy już tak dobrze w głowach, że zaczynam zastanawiać się czy przypadkiem nie wypiłem tajemniczej mikstury, z którą cały wieczór chodzi Salvador Dali. Woody klepie mnie w ramię i leci łapać taksówkę. – Nie ten wiek – myślę o moim dotychczasowym towarzyszu i odwzajemniam serdeczność.

Wokół jest taki ścisk od światowych modelek kręcących biodrami w rytm disco, że ekipa Earth, Wind & Fire za kilka lat wspomni ten występ jako kamień milowy swojej kariery muzycznej. Ciekawi mnie tylko, dlaczego Madonna spóźniła się wcześniej na własny koncert. Chociaż z drugiej strony, nie dziwię się – przed wejściem są takie tłumy napalonych Nowojorczyków, że nawet VIPy mają problem z dostaniem się do środka. Policja nie ogarnia sytuacji. Otwarcie klubu ich przerosło. Od tygodni gazety szumią, że Studio 54 to centrum imprezowego wszechświata.

Wolne? – pyta Hugh Hefner, który wybił się z tłumu prosto na mnie, wskazując ręką na kanapę, gdzie przed chwilą siedział Allen.

Siadaj, pan – uśmiecham się do Hefnera, bo jego obecność zawsze niesie ze sobą przyjemne konsekwencje. I wcale nie muszę długo czekać. Króliczki – jeden, drugi, trzeci – w podskokach hycają to obok mnie, to obok Hugh. Hyc, hyc. Uśmiech goni uśmiech. I chyba przesiedziałbym tak resztę wieczoru, gdyby nie Sophia Loren, z którą obiecaliśmy sobie obrócić razem kilka drinków przy barze. Pozdrawiam playboya i jego króliczą świtę, po czym obieram kurs w stronę baru ulokowanego mniej więcej w centralnej części parkietu.

Podłoga jest przerażająco śliska od rozlanej whisky zmieszanej z najlepszą kokainą w mieście. Takie czasy. Dawniej wódka była „wkładką” do soku, dziś koks jest „wkładką” do wódki. A zresztą, kto bogatym zabroni? Byleby tylko Andy Warhol nie przewrócił się z tym swoim aparacikiem, z którym biega w te i wewte szybciej niż Sylvester Stallone w Rockym, pstrykając fotki dziewczynom, jakie przyprowadził do klubu Karl Lagerfeld.

W drodze do baru rozglądam się na boki. Dam sobie głowę uciąć, że przed oczami przemknął mi właśnie spocony Robin Williams obściskujący się Georgem Michaelem. Tak, to oni. Stoją przy wejściu do dark roomu. Swoją drogą, Mick Jagger obiecał wprowadzić mnie tam potem w asyście kilku modelek, żebym – jak to powiedział – „skumał co to rock’n’roll”. Muszę się więc śpieszyć z drinkiem z Sophią. Tylko gdzie ona jest?!

2-photos-top-left-big-inset-portraitstudio54 2 4dbcca8e-aa9a-11e2-9c91-0025b511226e 25848A1E00000578-0-image-a-9_1424014590879 25848A2B00000578-0-image-a-4_1424014062423 25848A0500000578-0-image-a-19_1424014950872 48440956.cached 141114140441-1-horizontal-large-gallery antics article-2263800-16FDC4BF000005DC-43_634x479

Travolta jest w jej typie

Siemasz, młody – słyszę blisko ucha i od razu domyślam się kto wypowiada te słowa. Szczęka mi opada. Panna Loren wygląda jak najlepsza uwodzicielka diabła. Sukienka z głębokim dekoltem oraz piękne, błyszczące włosy robią niezłą robotę.

W końcu cię namierzyłem. Co pijemy? – pytam na wejściu, bo w sumie w gardle zaschło, a czasu niewiele.

Malibu z wkładką – decyduje Sophia, więc zamawiam dwie sztuki.

Obsługujący nas barman jest chyba gejem, bo zerka na Elthona Johna po drugiej stronie baru, jakby chciał się z nim przespać. A może to gej materialista i leci tylko na hajs Johnego? Swoją drogą, ciekawe co na to Freddie Merkury, który jeszcze przed minutą pił z Elthonem bruderszaft…

Jest chwilę przed północą. Celvin Klein i Tommy Hilfiger urżnięci biegają w samej bieliźnie. Schwarzenegger przy stoliku siłuje się na rękę z Muhammadem Alim. Podobno poszedł zakład, że przegrany przelecieć ma najgrubszą kelnerkę. Tylko jak oni to zrobią, skoro wszystkie kelnerki są szczupłe? To powinna być raczej nagroda dla wygranego. Mniejsza o to. Młody Jackson puszcza oczko do Grace Jones. – Ehh, gówniarz – tak pewnie myśli sobie ikona nocnego życia w Nowym Yorku. James Brown testuje nowe kroki na parkiecie. Wtóruje mu też David Bowie, ale widać że kawałki The Commodores nie bardzo mu podchodzą. Zastanawiam się jak obaj zatańczą, gdy na scenie pojawią się chłopaki z Run-DMC. Nic to, szkoda czasu. Dopijam wódkę z „wkładką”, obściskuję Sophię Loren i zmywam się do Jaggera na umówione oględziny dark roomu. W sumie, myślałem że będzie chciała mnie zatrzymać, ale najwidoczniej to śliniący się na jej widok Travolta jest bardziej w jej typie. Niech się bawią.

diana-ross-1980 imgext.php maxresdefault

Minelli Jagger Warhol6869.JPG New York, NY 1978 FILE PHOTO Liza Minelli, Bianca Jagger, Andy Warhol Studio 54 Digital photo by Adam Scull-PHOTOlink.net ONE TIME REPRODUCTION RIGHTS ONLY NO WEBSITE USE WITHOUT AGREEMENT 718-487-4334-OFFICE 718-374-3733-FAX

nile-rodgers-70s-studio-54.w750.h560.2x o-STUDIO-54-AUCTION-facebook One night at Studio 54 (1) original-1d5c50dbb41684707f84f5348c371e9e original-11a41d0514bf1a5ea99c8e92434e1880 original

Gubię Jaggera

Nie wiem dlaczego, ale za każdym razem, gdy próbuję przebić się przez parkiet, wpada na mnie najebany Rod Steward. Fuck no! Dlaczego zawsze ja?! Tym razem jestem sprytniejszy. Widząc Stewarda, pędem chowam się za rozhulanym Eddiem Murphym, który bryluje z butelką szampana, próbując zdobyć uwagę Barbry Streisand. Ulatniam się szybciej niż Tommy Lee Jones w „Ściganym”.

Jagger czeka na mnie przy wejściu do dark roomu.

Pamiętaj młody, wszystko, co wydarzy się w Studio 54, zostaje w Studio 54 – tłumaczy zasady gry w pierwszym zdaniu. I wcale mnie to nie dziwi, bo to, co dzieje się w środku, na pewno nie jest przeznaczone dla każdych oczu.

Ciemne pomieszczenie, spowite półmrokiem, wypełniono szerokaśnymi kanapami. Nie trzeba się długo rozglądać, żeby dostrzec, że na każdej kanapie dzieje się inna historia. Z innymi ludźmi. To coś jak oddzielone od siebie wyspy, na których rozbitkowie szołbiznesu tworzą epizody do własnych biografii. A wszystkich łączy ta sama kategoria relacji – seks. Topowe gwiazdy Nowego Yorku nie przyszły tu na herbatkę. Na jednej z kanap Frank Sinatra uskutecznia zabawy damsko-męskie z Glorią Gaynor. Kilkanaście metrów dalej Moby „omawia” nowe wydawnictwa muzyczne z Donną Summer. Oni? We dwoje? Haha! Sam w to nie wierzę.

Nawet nie zauważam, gdzie i kiedy dokładnie gubię Jaggera. Jestem sam.

Papageorge_Studio54_06 s8dianaross.studio5 Satellite-2 Satellite-3 Satellite studio_54_15 studio-54-area-club-photos-13 studio-54-Calvin-Klein-Br-009 Studio-54-sofa-1979

People waiting to get into Studio 54. Apr. 4, 1986. Photo: Jerry Engel

Ona

Pogadasz? – słyszę za głową. Byłem pewien, że nic mnie już nie zaskoczy tej nocy. Myliłem się. Obok mnie stoi 25-letnia La Toya Jackson. Jej smukłą, dziewczęcą twarz zdobi zabójczo piękny uśmiech wycelowany w moją stronę. Zatyka mnie na dłuższą chwilę. Zwieszam się jak Windows. W tle Chic zaczynają grać swój popisowy numer „I Want Your Love”. Stoję otępiały jak opętany. Jak gdybym ujrzał syrenę morską zwabioną moim wołaniem: „Dajcie mi tu najpiękniejszą dupcię świata!”. I oto ona otwiera ze mną rozmowę.

Jasne. Cześć! Siądziemy? – proponuję dziewczynie, wracając powoli do rzeczywistości. Chociaż wciąż czuję się, jakbym śnił na jawie. Jakby to był sen nocy letniej, gdzie hedonizm to jedyna religia. Jakbym był bohaterem własnej wyobraźni, gdzie spełniają się wszystkie moje erotyczno-imprezowe zachcianki.

Siadamy blisko siebie na kanapie dark roomu. I wiecie co? W tym momencie dzwoni, kurwa, budzik! Otwieram oczy i widzę sufit pokoju w mieszkaniu, które wynajmuję we Wrocławiu. Za trzydzieści minut muszę wyjść na trening. A miało być tak pięknie. Zbieram się. Zdążę jeszcze wypić kawę.

Studio5402 tumblr_m0sejhmXSv1qdhjtco1_500 tumblr_msjn56G7cF1shwowxo2_500 tumblr_nk2tz3dyuR1twsb1ko5_1280 Verouschka-w-Studio-54


Prolog (pomięty wstęp)

Jest wtorek. Popołudnie. Już prawie skończyłem wpis na blog. Opisuję w nim w kilku akapitach jeden z najbardziej imprezowych klubów na świecie, który funkcjonował w Nowym Yorku na przełomie lat 70. i 80. Za dwa dni chcę zapowiedzieć publikację. Mam z tym wpisem tylko jeden problem – wciąż wydaje mi się nieco nudny. Ale zostawię to na kilka godzin. Przewietrzę umysł na treningu i wrócę do tego wieczorem. Zdrzemnę się jeszcze 20 minut. Szybka drzemka daje niezłego kopa przed siłownią. Dziś robię barki. Może przyśni mi się nowy zestaw ćwiczeń…

#najwer