Maj 20, 2016

Histeria, czas start! Nie chodź z pomidorówką po Wrocławiu

We Wrocławiu rusza masowa histeria. Społeczniki mają w końcu wspaniałą okazję, żeby donosić na sąsiadów gotujących obiad. Zastanów się dwa razy, zanim weźmiesz ze sobą garnek zupy od mamy. Poważnie. I niech Ci nie będzie do śmiechu, bo za kilka litrów „pomidorówki” możesz zostać przeszukany, jakbyś był podejrzany o terroryzm. A już nie daj Boże, jeśli w pomidorówce znajdą liście lubczyku! Przeszukają pewnie także Twoją chatę w poszukiwaniu nielegalnych ziół wschodnioazjatyckich. Sprawa wyjdzie na jaw przez uprzejmych sąsiadów, pracodawca profilaktycznie wywali Cię z pracy, a rodzina skażę na ostracyzm i przyklei łatkę terrorysty dealera. Dlaczego? Bo ludzie są na ogół głupi i zamiast myśleć szerokopasmowo, sięgają po skróty myślowe. Tak jest łatwiej, tak jest „po polsku”.


Strach się bać, Panie i Panowie. Spójrzcie, co się tutaj działo w ciągu niespełna godziny:

nagłówki_najwer

Stolica Dolnego Śląska płonie. W sensie medialnym, oczywiście. Od 3 dni niechlubne wydarzenia z Wrocławia dominują nagłówki krajowych dzienników. Najpierw zmasowany atak na posterunek policji, w którym mundurowi (rzekomo) skopali na śmierć niewinnego Igora. Potem wybuch bomby na przystanku podłożonej wcześniej w autobusie. A niedawno paraliż w ścisłym centrum, bo na największym skrzyżowaniu w mieście ktoś zostawił plecak z czajnikiem, termosem i papierem toaletowym.

plac dominikański najwer donos

Nie koniec na tym. Mamy przecież istny stan wojenny na linii społeczeństwo-terroryści, więc do akcji wkraczają tajniacy wspierani przez odważne grono emerytów i rencistów. Już tylko cienka linia dzieli nas od wolności do policyjnych przeszukań, jeśli będziemy na tyle głupi, że zabrać ze sobą zupę pomidorową, gdy wychodzimy na miasto.

zupa pomidorowa najwer blogWczoraj wieczorem jadłem kolację w makdziaku. Dobra, oszczędźcie sobie teraz elaboratów o zdrowym odżywianiu. Mój tłuszcz, moje życie (swoją drogą, polecam McRoyala z powiększonymi frytkami!). Na dworcu praktycznie każda osoba ma ze sobą jakiś bagaż. Zróbcie eksperyment i w miejscu publicznym połóżcie swój plecak na ziemi. Zrobiłem tak wczoraj, bo nie zwykłem jadać z plecakiem na plecach. I wtedy poczułem się jak celebryta (w końcu!). Ludzie zerkali na mnie czy przypadkiem nie wypierdolę nas z tymi wszystkimi burgerami w powietrze. I to samo czekało każdą inną osobę, która szarpnęła się, że odłożyć na chwilę swój plecak czy torbę podręczną.

histeria najwer

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jakiś czas temu miałem podobną sytuację na poczcie. Poszedłem wysłać polecony. Miałem ze sobą papierową torbę z jedzeniem w formie cateringu na cały dzień. Zobaczyłem że zwolniło się miejsce w okienku obok, więc porzuciłem kolejkę i podleciałem nadać przesyłkę. Wracam po chwili, moja torba stoi kilkanaście metrów dalej, a dziadek (lat 65 na oko) daje mi wykładnie o zagrożeniu terrorystycznym, bo naoglądał się TVN-u. A wystarczyło chociażby zajrzeć do OTWARTEJ torby i zobaczyć, że ten niewinny indyk w sosie żurawinowym podany z kaszą gryczaną nie zamierza nikogo skrzywdzić. Dziadek nie zadał sobie tego trudu, a przenosząc ostentacyjnie moją torbę wzbudził strach w innych osobach z kolejki. Pomimo że, cholera jasna, stałem kilka metrów od niego!

Wydarzenia we Wrocławiu obnażają wstydliwą prawdę o ludziach – jesteśmy zachowawczy tylko wtedy, gdy ktoś nas przestraszy. Wiecznie płochliwi i za Chiny nie potrafiący racjonalnie oceniać sytuacji, w której się znajdziemy. Jednak nie ma się co dziwić. Czy uczono Cię w szkole jak się zachować, gdy widzisz na mieście człowieka z garnkiem zupy? Raczej nie. Bo nie o garnek tu chudzi, a o konkretne, podejrzane zachowanie osoby wiozącej garnek. To dwie różne sprawy. Dwie różne płaszczyzny do ferowania wyroków lub wzbudzania podejrzeń. Z tym że polskiego Kowalskiego nie bardzo to interesuje. Wiesz, tak jest prościej. Tak jest „po polsku”.

#najwer