Maj 14, 2016

Historia o tym, jak dałem się okraść

Wielu z nas uwielbia robić zakupy w Internecie. Nie dość, że szybko można znaleźć i porównać wiele ofert, to jeszcze nie trzeba ruszać się z domu. Niestety, czasem można się nadziać.

Sprawdź zanim kupisz, mówili…

Wideo nagrane ku przestrodze. Kupno aparatu do nagrywania vloga planowałem od miesięcy. Tym bardziej ucieszyłem się, że w końcu uzbierałem pieniądze na sprzęt. Przegrzebałem Internet, porównałem ze sobą ceny w kilku sklepach. Następnie sprawdziłem wybrany sklep pod kątem wiarygodności, tj.

  • odnalazłem adres oraz NIP firmy
  • przejrzałem mapę Google czy takie miejsce rzeczywiście istnieje
  • wpisałem NIP firmy w ogólnodostępnej bazie przedsiębiorców
  • znalazłem też ogłoszenia o pracę dla studentów, wystawione przez tę rzekomą firmę
  • sprawdziłem czy konto do przelewów zostało założone w polskim, czy może zagranicznym banku

Wszystko się zgadzało. W sensie miało ręce i nogi. Na podstawie mojego krótkiego dochodzenia, podjąłem decyzję. Umieściłem produkt w koszyku. System wysłał mi mailowe potwierdzenie zakupy, a następnie zleciłem przelew. Jak się szybko okazało, dane firmy figurujące na stronie internetowej rzeczywiście należały do istniejącej firmy, ale ta PRAWDZIWA firma nie miała o tym pojęcia. Użyto jej jako tzw. słupa.

Wielu pokrzywdzonych

Sprawę zgłosiłem na policję. I jak się pewnie domyślasz, nic to nie dało. Funkcjonariusze chyba nawet palcem nie kiwnęli, bo są za słabi na takie tematy. Pomimo że sprawę tego fikcyjnego sklepu zgłosiło kilkadziesiąt innych osób w całej Polsce.

Nagrałem ten film zwykłą kamerką SJ4000 HD, która jakościowo znajduje się gdzieś pomiędzy GoPro 3 i GoPro 2. Nie do końca lubię efekt aż tak szerokiego kąta, jeśli nie idzie o sporty ekstremalne, ale tamtego dnia nie miałem po prostu innej opcji.

Po publikacji filmu zgłosiło się do mnie sporo osób pokrzywdzonych przez tych samych frajerów. Pieniędzy ani aparatu nigdy już nie zobaczyłem.