Kwiecień 16, 2016

Dlaczego nie żałuję, że mam mało czasu na życie towarzyskie

Ten wpis powstaje w piękny, piątkowy wieczór we Wrocławiu. W mieście, gdzie o tej porze większość moich znajomych celebruje piątkowy stan rzeczy, sącząc drinki w hipsterskich knajpkach lub przebierając nogami w rytm mocnych brzmień klubowych na parkiecie. W skrócie, robią to, na co miałbym właśnie ogromną ochotę. Zamiast tego, zaparzyłem kawę, uruchomiłem laptop i zacząłem pisać. Pomimo że nie jestem typem pustelnika – i nigdy nie narzekam na brak towarzystwa – wybrałem jednak swój pokój i spokój. Dlaczego? Ponieważ w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. A cytując klasyków, „wszystko ma swoje priorytety”.


fabulous-social-life-2

Najebki nie są najważniejsze

Kilka lat temu prowadziłem o wiele bardziej hulaszczy tryb życia. Praca pracą, ale poza obowiązkami imprezowałem częściej niż niejeden student I roku. Do czasu. A dokładniej do momentu, gdy zdałem sobie sprawę jak wiele ważnych dla mnie spraw nigdy nie dowiozłem do końca. Te wszystkie zajebiste plany, jakie kotłowały się wtedy w mojej głowie, znikały jak bańki mydlane w sobotni, skacowany poranek. Mam co prawda multum wspomnień, które na zawsze pozostaną bezcenne. Natomiast zdaję sobie także sprawę, że przy bardziej rozsądnym dzieleniu swojego czasu na życie towarzyskie i rozwój osobisty, dziś władałbym dwoma językami obcymi i miał o wiele większe kwalifikacje zawodowe. I tu pojawiła się pytanie:

 

Jak myślisz, co jest dla Ciebie ważniejsze – Twój rozwój osobisty czy wspomnienia z melanżów?

 

To może być ciężki wybór. Ale chwila! Nasza młodość oczywiście musi się wyszaleć! Dlatego nigdy nie odmawiam sobie ważnych eventów, jak np. urodziny przyjaciela lub spotkanie szkolne po latach. Z czasem zauważyłem jednak, że istnieje również mnóstwo tradycyjnych „najebek”, gdzie niewiele tracisz, jeśli się na nich nie pojawiasz. I tu zapaliła mi się lampka nad głową. Pozwól że wyjaśnię.

Nie trać czasu

W pierwszej kolejności zapytaj własnego sumienia, ilu marzeń nie udało Ci się spełnić. Poważnie i szczerze. A kiedy już otrzymasz odpowiedź prosto z serca, spróbuj pomyśleć jak wiele czasu każdego tygodnia tracisz na pierdoły. Pogawędki z ziomeczkami na Facebooku może i mają sens, jeśli w tym czasie naprawdę nie wiesz co zrobić ze swoim życiem. Bezmózgie przeglądanie stron z memami też ma co prawda wartość rozrywkową, ale czy rzeczywiście warte jest poświęcania temu wielu godzin naszego cennego czasu? Nie chcę wyjść na hipokrytę, bo sam wskakuję co jakiś czas na FB, JoeMonster czy Demotywatory. Ale – tak jak napisałem – wskakuję i wyskakuję. Coś jak za dzieciaka do kałuży pod blokiem: wskok i wyskok. Jest Najwer. I nie ma Najwera. Bo wrócił do swoich tematów.

4e1827238_mam_konto_na_fejsie

Trzymania takich „przeszkadzajek” z dala od siebie nauczyłem się po przeczytaniu książki Getting Things Done. Lekturę tego bestsellera polecam każdej osobie, która chce nauczyć się dyscyplinarnego skupiania się na najważniejszych rzeczach do zrobienia. Pamiętajmy jednak, że książka to jedno, a praca nad sobą to drugie. I tutaj nie ma dróg na skróty. Albo wiesz jak konsekwentnie i z uporem maniaka budować „najlepszą wersję samego/samej siebie”, albo Twoje lenistwo lub brak determinacji sprowadzą Cię na ziemię i w życiu osiągniesz właśnie to, czyli NIC.

Nie jestem jednak żadnym couchem, żeby wchodzić tutaj w szczegóły, ponieważ w sieci znajdziesz wielu rzetelnych fachowców specjalizujących się w rozwoju osobistym. W szczególności polecam jednego z bardziej łebskich graczy w tej dziedzinie, którym jest Mateusz Grzesiak. Popularna postać.

Imprezuj, ale miej kontrolę

To, co chcę Ci przekazać kończąc wpis o 22.23 piątkowego wieczoru, to bardzo prosta (wręcz banalna!) prawda o istocie życia towarzyskiego. Owszem, wszystkim nam jest ono potrzebne. Każde spotkanie na mieście to prawdziwa karuzela pozytywnych emocji. Niestety, co zauważyłem kiedyś po sobie i niektórych znajomych, część osób nie ma pełnej kontroli nad swoim życiem towarzyskim. Efekt jest taki, że poświęcają więcej czasu na spędach towarzyskich niż rozwoju osobistym. Jeśli nie masz dużych ambicji, to w porządku. Ten tekst nie jest dla Ciebie. Jeśli jednak kolejka Twoich marzeń wciąż jest długa, to daj sobie spokój na pewien czas z melanżami i spełnił choć jedno z nich! A jeśli wtedy się nie uda, zwrócę Ci pieniądze za czas spędzony na lekturze tego wpisu 😉

towarzyskie

Tymczasem wracam do nauki angielskiego. Pomyślisz sobie: „Nauka w piątek? Chyba go poje@#ło!”. Pamiętaj jednak, że patrzę na to nieco szreczej. Bardzo dobra znajomość angielskiego otworzy mi drzwi do komunikowania się z co najmniej 400 milionami ludzi na świecie, bo właśnie dla tylu osób angielski jest językiem ojczystym. Nie wspominając już o dodatkowym miliardzie osób, którzy znają angielski, choć nie jest ich ojczystą mową. A kiedy już dopnę swego i będę mógł bez przeszkód rozmawiać z ludźmi z każdej części globu, to jak myślisz – czy naprawdę będę żałował, że nie wyszedłem dzisiaj na piwo?

Daj znać w komentarzu, jeśli masz inny pogląd na życie towarzyskie. Z chęcią poznam Twoją opinię.
#najwer