Kwiecień 12, 2016

Czego nauczyłem się po 30 dniach blogowania

Nie ma łatwych wpisów. Są tylko banalne i nieodpowiedzialne lub odpowiedzialne i szczere. To jedna z rzeczy, których nauczyłem się w pierwszym miesiącu blogowania. Dawno tak twardo nie uderzyłem o ziemię po zderzeniu się z rzeczywistością. Kiedy miałem ogromne ambicje i plany, wielkie oczekiwania oraz tytaniczny zapał do pracy, a skończyło się waleniem głową w ścianę, siniakami, moralnym kacem, emocjonalnym dołkiem i kłótnią z własnym sumieniem. Jeśli zamierzacie blogować lub zacząć działać publicznie, spróbujcie wyciągnąć wnioski z moich błędów. Ten wpis dedykuję osobom, które pomimo moich wariackich zagrywek, wciąż potrafią w przyjacielski sposób przemówić mi do rozsądku. Bo to dzięki Wam uświadomiłem sobie jaki naprawdę jest Najwer.


A miało być tak pięknie

Blog uruchomiłem 28 lutego 2016 roku. Założenie wydawało mi się dość sensowne – mam publikować na przemian inspirujące oraz poradnikowe teksty (podszyte seksem i erotyką, żeby przykuć Waszą uwagę), a jednocześnie pomiędzy linijkami przemycać bardziej sensowne treści. Jak postanowiłem, tak ruszyłem na podbój polskiej blogosfery. Mniej wtajemniczonym wyjaśnię, że nie jest to moja pierwsza przygoda z blogowaniem, co opisałem w tekście Rachunek Sumienia. Dlaczego nie pisałem cztery lata.

Stronę otworzyłem sześcioma przygotowanymi wcześniej wpisami. Tego samego dnia rozesłałem także wszystkim znajomym zaproszenia do polubienia fanpage’a. Wiele osób z biegu dało „lajka” i szczerze zacisnęło za mnie kciuki. Złapałem wiatr w żagle!

żagle

Z górki? Nie, pod górkę

Od początku, gdy pracowałem już nad kolejnymi tekstami, w życiu prywatnym zaczęło zgrzytać. Przez wpisy o „podrywaniu w windzie”, „erotycznych filmach na pikantny wieczór we dwoje” czy „najseksowniejszej modelce jaką widziałem”, pogorszyły się moje relacje z niektórymi osobami z bliskiego kręgu znajomych. Zrobiłem też dużą przykrość mojej ówczesnej partnerce, za co jeszcze długo będzie mi strasznie głupio. Jednak wtedy nie docierało do mnie – i w ogóle nie chciałem o tym słyszeć! – że z dnia na dzień zaczynam kreować wokół siebie wizerunek kobieciarza. Gościa, który przedmiotowo traktuje płeć piękną i wykorzystuje kobiety do lansowania się w przestrzeni Internetu. Powtarzam – nie taki miałem cel, ale tak właśnie było to odbierane. Żyłem w przekonaniu, że to wciąż ten sam Najwer. Ten sam wariat z dystansem do siebie i świata, który zaczął tworzyć ciekawe treści, ale inni mają problem z zaakceptowaniem jego pasji. Na zimny prysznic wcale nie musiałem długo czekać.

Założyłem sobie, że w marcu ściągnę na Najwer Codziennie co najmniej 100 unikalnych użytkowników i zanotuję ok. 300 wyświetleń strony. Takie racjonalne minimum. To teraz spójrzcie proszę na realne statystyki witryny.

 

Screen Shot 2016-04-11 at 17.58.35

Tak, to prawda. W pierwszym miesiącu działalności (a dokładniej od 28 lutego do 31 marca 2016 r.) mój blog odwiedziło 6 368 osób, a sama witryna zanotowała ponad 13 tysięcy wyświetleń. Największy ruch zdobyłem dzięki wpisowi, który stworzyłem we współpracy z twórcami strony Sowyrna Dupka na Facebooku.

Nie tędy droga

Z czasem, coraz bardziej zachodziłem w głowę, że choć kilka tysięcy osób zajrzało na blog, to liczba polubień fanpage’a jakoś nie poszybowała w górę. To tak, jakby otworzyć sklep ze świerszczykami dla dorosłych, który w miesiącu odwiedzi 6 tysięcy klientów, ale tylko kilku z nich coś kupi. Niemalże nikt nie chwycił mojego przekazu. Gdyby to naprawdę był sklep, po miesiącu byłbym bankrutem. I tak czuję się teraz. Przeceniłem swój pomysł na siebie. Chybiłem wizerunkowo, upijając się frywolnymi treściami. Coś jak w słynnym wierszu Piosnka Pijaka Adama Asnyka. Znacie? Pierwszy akapit najlepszy:

 

Na trzeźwo nie mogę żyć!
Więc upijam się od rana
I zawsze z pełnego dzbana
Do nocy wciąż muszę pić;
Za każdym kielichem wina
Piękniejszym staje się świat,
I urok młodzieńczych lat
Wstępować w serce zaczyna.

 

Moja sytuacja była wręcz analogiczna. Pomimo że ekscytowałem się tworzeniem wpisów i sprawiało mi to frajdę, koniec końców budziłem z się nazajutrz z kacem osobowościowym. Z bólem głowy i milionem pytań do samego siebie:

  • Czy Najwer na blogu, to ten sam Najwer co w lustrze?
  • Czy chcę, żeby za 15 lat te teksty czytały moje dzieci?
  • Co pomyśli rodzina, skoro na co dzień prawie wcale nie gadam o seksie?
  • Ten typ tak ma?

Jak powiedziałby klasyk, nie sądzę!

Doszło do tego, że gdy poznawałem nowe osoby na mieście, zwyczajnie wstydziłem się swojego blogu. Ukrywałem to, że piszę. Rozumiecie ten kuriozalny zwrot akcji? Zacząłem chować się po kątach ze swoją największą namiętnością. Namiętnością pisania i komunikowania się z drugim człowiekiem. Ktoś kiedyś powiedział, że dialog to rodzaj pieszczot – dotykamy drugą osobę swoimi myślami. Mój dialog stał się próżny, a ja zostałem jedynym odbiorcą własnej twórczości. Co zazwyczaj jest niestety domeną głupców, pijaków lub ignorantów. W porę otrzeźwiałem.

Ważna lekcja

Daliście mi do zrozumienia (i co widziałem także po Waszej aktywności pod niektórymi wpisami), że najbardziej doceniacie szczerość. Taką zwykłą, ludzką szczerość, kiedy ściągam z siebie półpancerzyk cynika i zaczynam mówić ludzkim głosem. Po dotkliwych refleksjach przyszła pora pozbierać się z gleby i – to co lubię najbardziej – przejść do działania!

Wszystkie dotychczasowe wpisy, w których nie byłem zupełnie szczery, wywaliłem do kosza i usunąłem ze strony. Od tej pory, fundamentalną zasadą mojego blogowania będzie pisanie w zgodzie z własnym sumieniem. I dopiero teraz zacznie się cała zabawa 😉 Poniżej zamieszczam listę wniosków, jakie wyciągnąłem po pierwszym miesiącu prowadzenia blogu. Są to pewne uniwersalne prawdy, które być może przydadzą się Wam w sytuacjach lub problemach, z którymi obecnie musicie się zmierzyć. Wszyscy mamy bowiem swoje cele w życiu, ale choć idziemy innymi drogami, drogowskazy zawsze będą do siebie podobne 🙂

 

Wniosek 1
Nigdy nie trać wiary! Po prostu.

Wniosek 2
Jeśli wiesz, że otaczasz się fajnymi ludźmi, ufaj im. To nieprawda, że wszyscy chcą Ci dopieprzyć.

Wniosek 3
Otwieraj się przed innymi. Nie ma nic złego w tym, że opowiesz zaufanej osobie o swoich problemach. Co najwyżej nic to nie da, ale gwarantuję, że przynajmniej poczujesz się lepiej 🙂

Wniosek 4
Nie rób nic, czego możesz żałować po latach. Ale kiedy przypadkiem to zrobisz – nie żałuj! Wyciągnij naukę.

Wniosek 5
Nie rób nic wbrew sobie. Nawet, kiedy pozornie sprawia Ci to radość.

Wniosek 6
Cokolwiek robisz, przygotuj się że będzie ciężko. Nie narzekaj jednak na deszcz, jeśli chcesz zobaczyć słońce.

Tyle ode mnie, Drodzy. Raz jeszcze dziękuję za poświęcony czas, jak też to, że dzięki Waszym szczerym opiniom lepiej poznałem siebie. Tego potrzebowałem.

#najwer na właściwej drodze